Nie można żyć tylko na próbę, nie można umierać tylko na próbę. Nie można kochać tylko na próbę, przyjmować tylko na próbę i na czas człowieka.

Jan Paweł II

W Wielkim Tygodniu codziennie o godz. 16.00 serdecznie zapraszamy wszystkich na rekolekcje wielkopostne biskupa Karola Wojtyły dla artystów. Rekolekcje zostały wygłoszone przez przyszłego papieża w Wielkim Tygodniu (16-18 kwietnia) 1962 r. w kościele św. Krzyża w Krakowie.  

 


Wielki Piątek – miłość, która nadaje sens istnieniu

Wiemy, że Boga możemy przyjąć, a możemy Go odrzucić. Przynajmniej tak jest tu, dopóki żyjemy na ziemi. Wiemy, ze i Bóg może każdego z nas przyjąć albo odrzucić. I tak jest tam, kiedy nasze życie ziemskie się zakończy. I dlatego nasze życie ziemskie jest jakimś szczególnym dramatem. Ten dramat wciąż się toczy, codziennie, co godzinę. Toczy się przez środek naszego życia, w głębi naszej ludzkiej istoty. Bo Bóg chce człowieka przyjąć. Bóg ogromnie chce człowieka przyjąć, chce go pozyskać i zdobyć, nie chce go odrzucić. I ta siła, z jaką Bóg chce człowieka przyjąć udziela się przecież człowiekowi. Jakoś człowiek to czuje, ze Bogu o niego chodzi, że Bóg chce go zdobyć. Ten dramat, który toczy się w głębi naszej ludzkiej istoty, wymaga przemyślenia – generalnego – całej sprawy religii.[...]. Jeżeli człowiek raz wreszcie przeżyje religię nie połowicznie, nie od strony tylko swojej, ale całościowo, tzn. od strony Boga, to wówczas dokonuje się w nim jakiś zasadniczy przewrót wewnętrzny, przeobrażenie. Świat się zmienia nabiera zupełnie innego sensu. Ale od momentu, kiedy odczuję czy też przekonam się, że jestem kochany, ze ktoś mnie szuka i chce znaleźć, że ktoś wychodzi mi naprzeciw i że to jest właśnie On – Bóg, od tego momentu we mnie dokonuje się jakiś zasadniczy przewrót, przeobrażenie. To jest właśnie Ewangelia. W życiu religijnym jest jeden moment,w którym człowiek najbardziej powinien przeżyć ów wewnętrzny przewrót. To jest przede wszystkim moment Komunii świętej. Bo wtedy staje się oczywiste, ze Bóg mnie szuka, ze Bóg do mnie podchodzi i przychodzi.
Nie ma mowy żeby zrozumieć Ewangelię, Chrystusa, chrześcijaństwo jeżeli człowiek się nie modli. I nawet gdyby przestudiował Summę teologiczną św. Tomasza i gdyby tylko czytał Pismo święte, a się nie modlił, mógłby się przez całe życie z tym żywym Bogiem, bogiem Ewangelii, Chrystusem, rozminąć. Elementarna, podstawowa metoda poznania Boga – to jest właśnie modlitwa. Jak to zrobić, by modlić się zawsze? Nie ma sprawy w naszym życiu, nie ma zajęcia, nie ma wysiłku, którego niepodobna byłoby uczynić modlitwą. Modlitwa jest rozmową. To znaczy, ze nie tylko my mówimy, ale i On. I w ten sposób trzeba się modlić, aby i On mógł nam coś powiedzieć. Otóż to właśnie wymaga dojrzałości, bo my często zasypujemy Boga pretensjami, prośbami, żalami i nie pozwalamy się Mu odezwać. Stawiamy Go wobec jakiejś alternatywy: albo – albo, a On musi milczeć! Może czasami nie trzeba tyle mówić, ale po prostu posłuchać: co On chce nam powiedzieć? Bo może pod tymi wszystkimi sprawami, słowami, jest jedna sprawa, którą On chce wydobyć i pokazać palcem. I to jest moment! Moment, który czasem decyduje o całym życiu.



Wielki Czwartek – bez Chrystusa spowiedź jest bez sensu

To, co nazywamy s p o w i e d z i ą, sakramentem pokuty, żalem za grzechy – bez Chrystusa jest nie do pomyślenia! Trzeba się jakoś naprzód odnaleźć przy Nim, ażeby się w nas rozluźniło to – czasem zupełnie przez nas nieuświadomione jako takie – napięcie przeciw Bogu. Trzeba się odnaleźć przy Nim, przy Chrystusie. Przy Chrystusie, który był pokorny, który całe życie wybierał to, co pokorne i poniżające. Który żył w sposób skromny, jak człowiek ubogi, nie miał dachu nad głową. Obcował z ludźmi najuboższymi i nawet ludźmi wytykanymi palcami. Z grzesznikami publicznymi! Tym swoim postępowaniem oraz wszystkim, co pokazał w tajemnicy pokory sobą i co o pokorze powiedział, Chrystus odsłonił tę wielką doskonałość, jako jest w Bogu.[...].
W naszych duszach są jakby narośle. Pycha ma bardzo różne wydania! Bardzo różne postawy. Te wszystkie narośla, które są na nas muszą jakoś odpaść, abyśmy się zdobyli na szczerość, na prawdę, na spotkanie z Bogiem, Ojcem syna marnotrawnego. Tylko przez naszą pokorę możemy odnaleźć Jego pokorę. Z całą prostotą wyznajemy nasz grzechy, bo wiemy, kim jest Ten, komu je wyznajemy. Wiemy, na co możemy czekać. Odpuszczenie grzechów, którego doznajemy, nas odbudowuje. Niechrześcijanie tego nie rozumieją, myślą, ze odpuszczenie grzechów człowieka własne degeneruje, psuje.

 

Wielka Środa – wartość i piękno ewangelicznej pokory

Żyjemy niejako pomiędzy grzechem, który dotyka Boga, dotyka Go boleśnie, a ofiarą. Czujemy, że naszym grzechem Jego dotykamy, Jego biczujemy, jego krzyżujemy. Żyjemy więc pomiędzy tym dotknięciem Boga przez grzech i dotknięciem Boga przez ofiarę- na pierwszym miejscu ofiarę Chrystusa,a potem ofiarę naszą. Jakie są te nasz grzechy? Są bardzo różnorodne. Takie codzienne, które nie mają kwalifikacji grzechu ciężkiego i są grzechy, które sięgają o wiele głębiej w nasze dusze, w psychikę. Mrzemy nie mówić tutaj o wszystkich, ale warto dotknąć tego i owego. Bardzo niezgodne z naszym powołaniem jest l e n i s t w o, brak pewnego wysiłku, ażeby wydobyć z siebie jakieś wartości – wartości twórcze. Lenistwo i twórczość to są dwie postawy, które się sobie wzajemnie sprzeciwiają.
Z a z d r o ś ć – to jest bardzo dziwny grzech. Grzech, którego się często wstydzimy sami przed sobą, bo nas zaskakuje. Zaskakuje nas to, co się w niej – podskórnie – zawiera: pewne ograniczenie dobra. Dlaczego mi przeszkadza to, że ktoś inny ma sukcesy? Dlaczego widzę w tym moje zło? Traktuje cudze dobro jak moje zło? I cudze zło jak moje dobro? Niepowadzenia, potknięcia, krytyka - w tym wszystkim znajduję radość. I nieraz się naprawdę złoszczę na siebie o te reakcje. Same reakcje jeszcze nie byłyby najgorsze, gorzej jeżeli jest to już postawa, jeżeli zazdrość – zorganizowana i organizowana – w jakiś sposób kieruje moim postępowaniem po to, żeby drugiemu szkodzić.
Z m y s ł o w o ś ć – w stosunku do rzeczy ale przede wszystkim do ludzi. To jest dziedzina, w której prawo moralne Ewangelii wydaje nam się jakieś najsurowsze, najbezwzględniejsze. Wydaje się nam, ze prawo moralne Ewangelii Chrystusa kłóci się wręcz z ludzkim uczuciem, z prawami serca. Ileż to razy oskarżamy Kościół – pośrednio Chrystusa. Albo oskarżamy Kościół, a co do Chrystusa mówimy tak: „On by na pewno przebaczył”. Tymczasem powiedzmy sobie to szczerze: to Chrystus jest bezwzględny!z całą swoją wyrozumiałością i z całą swoją miłością człowieka – jest bezwzględny! Owszem, jest bezwzględny z miłości do człowieka! Bo przecież tutaj właśnie chodzi o tę jedyną i niepowtarzalną wartość człowieczeństwa, ludzkiej osoby! Tam, gdzie my chcielibyśmy na to miejsce wstawić wartość tylko naszego uczucia, wartość subiektywną, zmienną, tam Chrystus na tym miejscu z całą stanowczością stawia wartość osoby ludzkiej: ktobykolwiek patrzył na niewiastę, aby jej pożądał, już ją scudzołożył w sercu swoim. I dlatego nauka Chrystusa o małżeństwie jest właśnie taka, nie inna – i nie może być inna. Dlatego wydaje mi się, ze muszę walczyć z Bogiem? W mojej postawie jest brak uległości względem Boga. Brak jakiegoś oddania, uznania Jego świętości i wyciągnięcia stąd wniosków praktycznych dla mnie, dla mojego życia. I to własne jest groźne – owo napięcie przeciwko Bogu. […]. Pokora rozluźnia w nas to napięcie przeciw Bogu. Zyskuje jakiś kontakt z Jego żywą osobowością, z Jego świętością. I to nie jest kontakt tylko ideowy, teoretyczny, abstrakcyjny, ale żywy kontakt. Człowiek [w swojej pysze] topnieje. Chrystus pokazał, ze w pokorze zawiera się jakieś szczególne odbicie i podbudowa doskonałości Boga! „Uczcie się ode mnie, ze jestem pokornego serca” !

 


Wielki Wtorek – dzieło, które świadczy o mnie przed Bogiem

Wobec sądu Boga nie zastąpią człowieka – nawet największego artysty – żadne jego dzieła. Decyduje i rozstrzyga to jedno zasadnicze dzieło, którym jestem ja sam. Co z siebie zrobiłem? Co z sobą zrobiłem? To jest podstawa, na której opiera się Bóg w swoim sądzie o nas i my także musimy się oprzeć w sądzie o sobie samym. Na tym tle wyrasta centralna i nadrzędna rola sumienia w życiu ludzkim. Bo właśnie sumienie samo orzeka o tej zasadniczej wartości, o wartości mojego człowieczeństwa, mojego ja. Ono jest właśnie tym potężnym czynnikiem, który jest twórczy – chociaż czasem zdaje się destruktywny. Bo potrafi człowieka także gnębić. Potrafi człowieka także naciskać. A jednak jest twórcze, gdy chodzi o zasadniczą wartość: o nasze człowieczeństwo. Sumienie wciąż ustala tę wartość naszego ja, naszej osoby, pomiędzy dobrem, a złem. Ażeby sumienie mogło sprawnie działać, żeby mogło nas orientować między dobrem, a złem, trzeba ażeby całe nasze życie, całe nasze istnienie zostało w pewien sposób uporządkowane i ustawione. Bo sumienie jest tym czynnikiem, który tworzy wartość moralną naszej osoby. Ale tworzy ją na podłożu tego tworzywa, jakiego dostarcza nasze życie. Poprzez swoje warunki zewnętrzne. Sumienie pracuje na podłożu tego tworzywa, ale o wiele bardziej pracuje jeszcze ono na podłożu tego tworzywa, które jest w nas. Nie warunki zewnętrzne, nie okoliczności życia, ale to, co my w sobie nosimy, to jest najbliższe tworzywo. To, co się w naszym świecie wewnętrznym dzieje. Potrafimy to nawet nazwać: wiemy, ze w naszym życiu wewnętrznym działa myślenie: myśl i refleksja; że w naszym życiu wewnętrznym działają akty woli, życie emocjonalne, afektywne. Tym wszystkim jest człowiek od wewnątrz. Każdy jest inny wewnątrz. Inne ma dyspozycje, w inny sposób się objawia sobie samemu. Chodzi o to, żeby nasze życie wewnętrzne było uporządkowane. Ewangelia porządkuje nasze życie wewnętrzne, uczuciowe. Porządkuje poprzez to, że stanowi człowiekowi pewien ideał. Ideał i służba to są dwa czynniki porządkujące życie wewnątrz człowieka […]. Grzech to nie tylko przekroczenie prawa. Grzech zaczyna się znacznie głębiej w człowieku. Zaczyna się od tego, ze człowiekowi brak tego ideału, tego pewnego zasobu wewnętrznej, duchowej dojrzałości. I właśnie z braku uporządkowania życia od wewnątrz, moich uczuć od wewnątrz, rodzi się stopniowo grzech. Grzech nie rodzi się znienacka. Nie jest czymś przypadkowym. Jest w człowieku długo zanim stanie się faktem. Grzechy pochodzą stąd, że w człowieku brak jakiejś głębi, jakiejś duchowej dojrzałości, czegoś więcej, jakiegoś wysiłku, aby realizować ten ideał, który w Ewangelii pokazał nam Chrystus. Grzech łączy się z naszym sumieniem i chodzi o to, żebyśmy mieli czułe i wrażliwe sumienia. Wrażliwe nie tylko w kierunku dobra, ale także w kierunku zła. Ażeby ono wykazywało zło bardzo prawidłowo. Czasami mamy bardziej czułe sumienia artystyczne, estetyczne, twórcze w dziedzinie sztuki. A w parze z tym idzie jakiś brak sumienia moralnego. I ta dysproporcja wówczas jest tym większą kakofonią, tym większym nieporozumieniem. Chodzi o to, żeby człowiek był harmonijny od wewnątrz. Wielką wartością jest sumienie artystyczne, ale musi się ono związać z tą właściwością najgłębszą, jaką stanowi sumienie moralne. Można powiedzieć, że w świadomości chrześcijanina grzech jest czymś co dotyka Boga. Dotyka fizycznie Chrystusa! My – chrześcijanie jesteśmy przyzwyczajeni do współcierpienia, do współczucia, współprzeżywania z Chrystusem jego męki. Właśnie w ramach tego współcierpienia, współprzeżywania z Chrystusem my się z grzechów naszych oczyszczamy. Bo jeżeli nasz grzech z jednej strony dotyka Boga, dotyka Chrystusa w czasie Jego męki, to z drugiej strony znów dotyka Boga ofiara Chrystusa. Dotyka Boga każda Msza święta, która jest powtórzeniem ofiary Chrystusa, Jego męki i śmierci. I te dwa dotknięcia równoważą się. Dotknięcie przez grzech – dotknięcie przez ofiarę. Jeżeli jednak we Mszy św. dotyka Boga swoją ofiarą Chrystus cierpiący konający, to w tym wszystkim możemy odnaleźć siebie. W ofierze Chrystusa możemy odnaleźć siebie. Możemy włączyć się w nią i razem z Nim się ofiarować, ażeby znów dotknąć Boga,w inny sposób, niż dotknęliśmy Go naszym grzechem.

 


Wielki Poniedziałek – porozmawiajmy o Pięknie

„Przez ciebie przepływa strumień Piękności, ale ty sam nie jesteś Pięknością”. Odnajdujemy w tych słowach jakąś głębię samopoznania. Czy każdy z nas nie może o sobie powiedzieć z poczuciem prawdy, z poczuciem rzeczywistości, że: przeze mnie przepływa strumień Piękności? Zdolność tworzenia rzeczy pięknych... Talent. Ten talent jest jakimś szczególnym dobrem, jakimś wyróżnieniem naturalnym. Jest darem Stwórcy. Darem trudnym. Darem, za który trzeba płacić swoim życiem. Darem, który budzi bardzo wielką odpowiedzialność […]. Jest zreszta ten talent jakimś dobrem odczuwalnym, czymś, co mnie mobilizuje, co w jakiś sposób nadaje sens mojego życiu. Wartość. Ale jest to z pewnością dar trudny. I każdy z z nas doskonale czuje, jak się musi, w oparciu o ten talent, łamać i zmagać z jego przedmiotem. Bo ten talent jest zawsze przedmiotowy. Chodzi o to,ażeby człowiek obdarzony talentem tworzył dzieła sztuki. Żeby wcielał Piękno. A tworząc dzieło, wcielając Piękno, żeby służył drugim. I jedno, i drugie kosztuje. Z pewnością kosztuje […]. Z jakimż ogromnym wysiłkiem każdy z nas ściga ślady tego Piękna w tym, co tworzy. Ile czasu pochłaniają ćwiczenia i próby. A to wszystko jest wciąż szukaniem, szukaniem czegoś doskonalszego, pełniejszego, doskonalszego. Co będzie piękniejsze, pełniejsze piękna. Tworzyłem tak, ale wiedzę, że to było niedoskonałe, trzeba stworzyć inaczej … Doskonale więc na każdym kroku, twórca, czuje, że nie jest Stwórcą. To wcielanie piękna w dzieło sztuki, to szukanie środków wyrazu w każdym rzemiośle artystycznym, pracy artystycznej – tyle kosztuje. Tak bardzo się płaci za talent. Za talent głosu, za talent ciała […]. Musimy się pogodzić z tym, musimy to uznać, że największym talentem wśród wszystkich, które posiadamy, jest talent samego człowieczeństwa. To jest także prawda Ewangelii. I Bóg, jeżeli będzie nas sądził z tego, jak użyliśmy różnych talentów, to będzie nas sądził z tego pod kątem użycia jednego, zasadniczego talentu: talentu człowieczeństwa. To jest największy talent.

Dlaczego to jest największy talent? Dlatego, że za nasze człowieczeństwo zapłacił sam Bóg. Na naszym człowieczeństwie ciąży ta cena Bożej zapłaty. Człowieczeństwo jest odkupione! Wartość człowieka. Wartość osoby ludzkiej. W pewnym sensie nawet można powiedzie, że Bóg nie będzie nas sądził za nasze dzieła. Będzie nas sądził z wartości naszego człowieczeństwa. To jest podstawowa prawda Ewangelii. Ewangelia jest zwrócona w stronę człowieka, nie abstrakcji. Nie w stronę sztuki jako abstrakcji, ale w stronę sztuki jako funkcji człowieka, jako funkcji człowieczeństwa. Mówi człowiekowi o wartości jego człowieczeństwa: mówi o wartości nieprzekraczalnej, nieprzenośnej. Z tego będziesz sądzony przez Boga. Za to Bóg osobiście zapłacił. Ewangelia zawsze zwycięży, bo jej zwycięstwo jest warunkiem zwycięstwa człowieka. Bo w niej tak właśnie jest postawiona wartość człowieczeństwa: nadrzędnie, bezkompromisowo! Z niej wynika, że człowieka nie wolno traktować tylko funkcjonalnie. „Jest potrzebny do produkcji albo nawet jest potrzebny do tworzenia kultury! Do tworzenia sztuki”. Nie! Żadna funkcja człowieka nie jest ważniejsza od człowieka.

Czy moja twórczość, dzieła twórczości, dzieła sztuki – czy to wszystko nie przeszkadza w tworzeniu mojego własnego człowieczeństwa? To jest pytanie rekolekcyjne?

Newsletter

Zapisz się
do góry